Spotkania z przyrodą: Roślinni towarzysze

Ostatnio słyszałam stwierdzenie, które bardzo mi się spodobało, że właściwie cały świat jest jednym wielkim ogrodem.

Wydawać by się mogło, że nie sposób to odnieść do śródmieścia poprzemysłowego miasta, w dodatku mocno wybetonowanego. Zresztą wykostkowanie jest obecnie charakterystyczne dla wielu miejscowości w naszej szerokości geograficznej. Rośnie tu jednak sporo drzew i krzewów. O tej porze roku jak w najprawdziwszym ogrodzie można delektować się przeróżnymi kolorami i zapachami. Nie tak dawno wpadaliśmy w zachwyt nad kwitnącą wiśnią, pięknymi kwiatami magnolii, potem wkroczyły na scenę fioletowe lilaki, teraz króluje bez czarny, do startu gotowe są kwiaty ligustru ciągnącego się wzdłuż chodników. A to tylko ułamek tego, co się wokół nas dzieje. Nie mówię już o ptakach, czy owadach, które szukają partnerów, opiekują się młodymi, ruszają na poszukiwanie pokarmu w przyrodomiejskie zakamarki. Przyroda, również ta miejska, przeżywa aktualnie najbardziej dynamiczny czas w rocznym cyklu. I to wszystko ma miejsce tuż przed domem, koło przystanku autobusowego, a także wzdłuż ulicy. Nawet jeśli nie zawsze to dostrzegamy.

Podczas spacerów zwracam coraz większą uwagę na rośliny zazwyczaj pogardzane, uważane za niepożądane, a najczęściej w ogóle niezauważane. Można je określić jako chwasty, ale trudno się doszukać definicji chwastów, która by tutaj pasowała. Bardziej odpowiednie wydaje się mówienie o roślinach synantropijnych – nazwa pochodzi z języka greckiego syn – z, anthropos – człowiek. Te rośliny „towarzyszą wiernie człowiekowi i osiedlają się zawsze w pobliżu jego siedzib i na zmienionych przez niego siedliskach” - taką definicję znalazłam w wydanej kilkadziesiąt lat temu niewielkiej książeczce, a właściwie atlasie z pięknymi ilustracjami pt. „Rośliny towarzyszące człowiekowi” autorstwa Zofii Szwarz i Janiny Szober.

Czyż to nie jest fascynujące, że człowiek ma takich wiernych towarzyszy? Dodatkowo wiele z tych roślin było i jest wykorzystywanych w lecznictwie i w celach kulinarnych. Choćby pokrzywa mająca wiele zastosowań. Myję włosy szamponem pokrzywowym, piję ze smakiem do śniadania herbatkę z pokrzywy, ponadto przygotowuję z niej nawóz dla kwiatków. Albo babka zwyczajna – ilekroć się skaleczyłam jako dziecko, biegając na dworze, wiedziałam, że należy odszukać jej liście i przyłożyć do rany, a z mniszka lekarskiego, zwanego mleczem, moja mama robi syrop na kaszel (działa!). Można jeszcze długo wymieniać rośliny zaliczane do synantropijnych i ich zastosowanie. Często są deptane, wyrywane, wycinane, a one i tak niezmordowanie i z uporem nie odstępują człowieka na krok. Gotowe są go posilić, wyleczyć z chorób oraz upiększyć jego otoczenie swoimi kolorami i oryginalnymi kwiatami bądź liśćmi oraz wprowadzić życie w miejski krajobraz. Albowiem wystarczy, że taka roślinka wyrośnie między kostką brukową, czy też przy krawężniku, a dołączą do niej owady, może również i ptaki.

Rośliny synantropijne pojawiają się tam, gdzie człowiek przekształcił środowisko naturalne, tzn. zniszczył pierwotną szatę roślinną. Potrafią sobie poradzić w zdegradowanej przez ludzi przestrzeni. Na szczęście flora i fauna nie czeka na pozwolenie człowieka i na każdym kroku zaznacza swoją obecność. Potrzebujemy przyrody bardzo, mimo że nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę.

Wracając do początku tych rozważań o ogrodzie wielkości świata. Miasto jest jego częścią. Choć przyroda ma w nim mocno pod górkę, to jednak jest niezwykle nam pomocna w przeżyciu w tych niekorzystnych także dla nas warunkach. Mamy obok siebie wiernych roślinnych przyjaciół.

*

Tekst z cyklu Spotkania z przyrodą

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie